Via ferrata Oskar Schuster – najpiękniejsza ferrata Dolomitów?

Strona główna / Blog / Trasy i miejsca / Via ferrata Oskar Schuster – najpiękniejsza ferrata Dolomitów?

Via ferrata Oskar Schuster

…najpiękniejsza, najciekawsza, najfajniejsza, najlepsza…

Na początek jedna mała wątpliwość: czy w ogóle istnieje taka ferrata? Każde „naj” jest obarczone błędem osobistych odczuć oraz emocji i zawsze jest subiektywną oceną – co gorsza: zmieniającą się w czasie, w miarę pokonywania kolejnych tras. Poza tym wśród ferrat w Dolomitach na pewno nie ma jednego „naj”. Ale pobawmy się i poszukajmy argumentów. Sami zobaczcie, ile historii wiąże się z tą trasą.

Gruppo del Sassolungo

Via ferrata Oskar Schuster1 opisana w części 1 naszego PRZEWODNIKA leży w Gruppo del Sassolungo, chyba najmniejszej grupie w całych Dolomitach, choć jej osiem szczytów głównych2 do małych na pewno nie należy. Najwyższy jest oczywiście legendarny Sassolungo, górujący nad doliną Gardena, po którego północnych ponadkilometrowych ścianach wspinali się najwięksi z największych w historii alpinizmu: Angelo Dibona3, Gino Soldà4, Emilio Comici5, Reinhold Messner6 – i można by tu jeszcze wymienić wiele innych znakomitości, bo ściany Sassolungo co roku przyciągają rzesze żądnych sukcesu amatorów wspinaczki. Jednak legenda i historia grupy to nie tylko Sassolungo. Tuż obok, oddzielona niedużą przełęczą, stoi nie mniej słynna, bo wspominana w ladyńskich sagach Cinque Dita. Ta nazwa dosłownie oznacza pięć palców – ale czyich?

Głęboki wąwóz Dantersasc (niem. Langkofel Kar) to idealne miejsce do podziwiania niedalekich zielonych łąk Alpe di Siusi (niem. Seiser Alm)

Legenda o gigantach

Otóż dawno, dawno temu na przełęczy między Sassolungo a Sella żyli sobie w przyjaźni z ludźmi z okolicznych wiosek giganci. Podobno byli wzrostu kościelnej dzwonnicy, a jednym kopnięciem mogli roznieść cały dom na drzazgi. Życie w dolinach toczyło się spokojnie, a giganci wymieniali się z ludźmi na różne towary, płacąc im najczęściej złotem znajdowanym w górskich potokach, których lokalizację znali tylko oni. Jednak lata sielanki coraz częściej bywały zakłócane kradzieżami. To zginęły kury z kurnika, to jajka, gdzie indziej mleko, ktoś stracił kosztowności, inny miód, kozę, krowę. Ludzie i giganci początkowo oskarżali o to zwierzęta: lisy i jastrzębie winili za znikające kury, sroki za błyskotki, wilki za kozy i krowy. Najgłośniej rzucał te oskarżenia gigant Langkofel. Ludzie stali się podejrzliwi i ruszyli na zwierzęta, te jednak wyparły się wszystkiego i odeszły w głąb lasu. Wystawiono więc straże, które za dnia i w nocy pilnowały domostw. Ale wtedy do następnych kradzieży doszło w wiosce gigantów. Jakiś czas później w kurniku przyłapano Langkofela, ten jednak wytłumaczył, że wszedł tam w pogoni za lisem. Złapany w młynie powiedział, że chciał ochronić zboże przed myszami. A gdy znaleziono przy nim kozę, stwierdził, że obronił ją przed wilkiem. Nikt już mu nie wierzył, a starszyzna zapowiedziała, że jeśli znów coś ukradnie i skłamie, to spotka go kara. Nie trzeba było czekać długo. Gdy zginęły jabłka w sadzie, po Langkofela wysłano dwóch największych gigantów. Widząc ich, od razu powiedział, że nic nie wie o kradzieży jabłek.
– A skąd wiesz z czym przychodzimy? – zapytał pierwszy z gigantów.
– Skąd wiesz o kradzieży? – dodał drugi.
Tak oto kłamliwy Langkofel sam się wydał, lecz do winy wciąż nie chciał się przyznać. Wódź starszyzny dotknął jego czoła magiczną różdżką i spytał, czy wykradał kury, ostrzegając przy tym, że jeśli skłamie, grunt pod jego nogami się zapadnie. Langkofel zaprzeczył – i zapadł się w ziemię po kolana. Zapytany o kozy, również zaprzeczył – i zapadł się po szyję. Gdy skłamał po raz trzeci, ziemia rozstąpiła się i zakryła kłamcę. Nad powierzchnią pozostała tylko jego dłoń, która z czasem skamieniała. Cinque Dita, dłoń i pięć palców Langkofela, oraz ta legenda – to wszystko, co pozostało po dobrych gigantach.

Dwuosobowe wagoniki kolejki łączącej Passo Sella z Passo Sassolungo. Na skałkach po prawej stronie od wagoników poprowadzono trasę nowiutkiej, zbudowanej w 2021 roku Via ferraty Forcella Sassolungo

Schronisko Toniego Demetza

(Rifugio Toni Demetz Hütte)

Cinque Dita została zdobyta w 1890 roku przez Johanna Santnera7 i Roberta Hansa Schmitta. Na przełęczy oddzielającej ją od Sassolungo znajduje się schronisko Toniego Demetza, z którym wiąże się pełna smutku, uporu i heroizmu historia. Niestety radość i uniesienie, dla których idziemy w góry, często przeplatają się tam ze smutkiem i poświęceniem. Gdy 17 sierpnia 1952 roku błyskawica uderzyła w masyw Sassolungo, porażając dwóch turystów i ich przewodnika, młodego, zaledwie 20-letniego Toniego Demetza, pierwszy ruszył na ratunek jego ojciec, Giovanni Demetz (zwany Giuanim). Niestety dla młodego przewodnika było już za późno. W tym dramatycznym momencie boleśnie doświadczony i zdruzgotany śmiercią pierworodnego Giuani nie poddał się, zebrał wszystkie siły, jakie mu zostały, i zniósł jedynego żyjącego, poważnie rannego turystę, by – jak mówił – choć jedno życie bezpiecznie zabrać do doliny. Potem wraz z przyjaciółmi powrócił na miejsce wypadku, by odzyskać ciało syna i drugiego alpinisty.
Ten tragiczny incydent złączył Giuaniego Demetza głęboką i nierozerwalną więzią z Sassolungo. Smutna miłość została z nim do końca. W grudniu 1952 roku prezydent Republiki Włoskiej uhonorował Giuaniego nagrodą „Gran Ordine del Cardo” (hołd za największe akcje ratunkowe w górach), a kilka miesięcy później rząd włoski, wrażliwy na jego tragedię, przychylił się do prośby i wydał pozwolenie na wybudowanie małego schroniska upamiętniającego śmierć młodego Demetza na kawałku ziemi na przełęczy Forcella del Sassolungo. Budowę rozpoczęto jesienią 1953 roku, a w kolejnym roku schronisko zostało otwarte. Obecnie prowadzi je syn Giuaniego – Enrico Demetz z rodziną.

Kilkusetmetrowe ściany masywu osłaniają przepiękne zejście z przełęczy Sassolungo w stronę zielonej doliny Gardena. W oddali widać Rifugio Vincenza

Sassopiatto8 (2964 m) – najwyższy punkt na trasie ferraty Oskara Schustera

(niem. Plattkofel)

Klasyczną pocztówką z Dolomitów, niemal ikoną regionu, jest widok z przełęczy Sella na grupę Sassolungo. Patrząc na szczyty od prawej, widzimy po kolei: trzytysięcznik Spallone del Sassolungo (który zasłania najwyższy szczyt w grupie) – od Cinque Dita oddziela go przełęcz Sassolungo z Rifugio Toniego Demetza; Punta Grohmann, nazwaną tak na cześć pierwszego zdobywcy głównego szczytu grupy Sassolungo – Paula Grohmanna9Torre Innerkofler10, którą jako pierwszy zdobyła legenda Monte Cristallo – Michael Innerkofler; Dente del Sassolungo; za nim wreszcie Sassopiatto (lad. Sasplat; niem. Plattkofel). Od strony schroniska o tej samej nazwie na szczyt prowadzi łatwy szlak 527, dlatego latem na szczycie jest zawsze tłoczno. Od strony północnej góra obrywa się pionowymi ścianami w stronę kotła Conca della Sassopiatto. To właśnie po nich poprowadzona jest Ferrata Oskar Schuster. Najpierw jednak cofnijmy się trochę w czasie w tej opowieści i przypomnijmy postać Oscara Schustera. Istotne jest bowiem zrozumienie jego filozofii wspinania się, zanim wybierzemy się na trasę jego imienia.

Pierwszy z lewej to cel naszej wycieczki szczyt Sassopiatto. Przed nim na pierwszym planie Punta Grohmann (Sasso Levante), a z jego prawej strony prawie trzytysięczna Cinque Dita i wreszcie pierwszy z prawej król masywu, najwyższy w grupie Sassolungo

Oscar Schuster

(1 października 1873 – 2 czerwca 1917)

W Saksonii uważa się, że powszechnie wiadomo, iż to Sasi wynaleźli współczesne wspinanie, a saksońscy alpiniści starannie pielęgnują pamięć o osobach, które wyniosły ich na szczyty historii alpinizmu. Wśród nich był Oscar Schuster, na pewno jeden z najważniejszych i najbardziej wpływowych alpinistów w okresie przed pierwszą wojną światową. Odegrał istotną rolę w rozwoju wspinaczki skałkowej, nie tylko pod względem techniki, lecz także etyki sportowej. Jako jeden z pierwszych wspinaczy propagował idee, które wprost prowadzą do dzisiejszej filozofii wspinaczki swobodnej, bez korzystania ze sztucznych pomocy ułatwiających poruszanie się. Nawet jeśli Paul Preuss11 jako pierwszy bezkompromisowo piętnował w Alpach korzystanie z sztucznych ułatwień, to pomysły i przemyślenia Schustera w tamtym okresie na pewno można określać jako przełomowe i pionierskie, mające istotny wpływ na rozwój etyki wspinania się w górach. Sam Messner uważał Schustera za jedną z kluczowych postaci alpinizmu; według niego Schuster odcisnął ślady daleko poza Saksonią i był „wielkim alpinistą”.

Mozolne podejście pod widoczną z prawej strony ukośną półkę, która poprowadzi do początku Ferratay Oskar Schuster

Oscar-Schuster-Weg czyli Via ferrata Oskar Schuster

W lipcu 1893 roku Schuster zawitał w Dolomity. Zachwycił go szczególnie rejon Sassolungo. Zdobył szczyt główny, a rok później wszedł na Cinque Dita (Fünffingerspitze) i Punta Grohmann (Grohmannspitze). Powrócił tu również następnego roku i 18 września 1895 wraz z wiedeńskim alpinistą Hansem Lorenzem wspięli się nową drogą przez północnowschodnią ścianę na Sassopiatto (Plattkofel). Zaraz po tym wydarzeniu Schuster rozpoczął energiczną kampanię12 , w której proponował ubezpieczenie kilku odcinków trasy. Rok później, 19 sierpnia 1896, Schuster i Wilhelm Lohmüller otworzyli oznakowaną i wyposażoną w kilka stałych lin i klamer drogę. W tym samym roku wiedeńska sekcja akademicka DuÖAV13 ogłosiła, że nowa ścieżka powinna zostać nazwana Oscar-Schuster-Weg (popularnie nazywana Ferrata Oskar Schuster1)Stała się ona jedną z pierwszych via ferrat w Dolomitach. Ta wyjątkowa trasa zachowała swój pierwotny charakter, nadal obowiązuje tu minimalizm, bowiem zbudowana zgodnie z saksońską tradycją wspinaczkową, została wyposażona tylko w niezbędne sztuczne pomoce i ze względu na duże odcinki bez ubezpieczenia wymaga doświadczenia i pewności podczas wspinaczki.
To pewien wzorzec, jak powinno się budować ferraty – jest idealna dla wszystkich, którzy chcą spędzić dzień we wspaniałym, dzikim otoczeniu strzelistych turni, podążając logiczną, kompletną, świetnie korzystającą z rzeźby terenu trasą.

Początek ferraty, kamienna półka prowadząca do ubezpieczeń powyżej. W tle widać ścieżki podejścia pod ścianę Sassopiatto, gdzieniegdzie widoczne są płaty śniegu. Kiedyś pola śnieżne zalegały tu przez cały rok

Via ferrata Oskar Schuster na Sassopiatto14

(niem. Plattkofel)

Dzisiejsza trasa przypomina tę starą, otwartą przez Oscara Schustera i Wilhelma Lohmüllera w 1896 roku.

Niesamowity kocioł Conca della Sassopiatto otoczony strzelistymi kilkusetmetrowymi wieżami na trasie ferraty Oscara Schustera
Trasa ferraty nie jest trudna, jednak kilka miejsc wymaga uwagi i obycia

Start. Parking przy stacji kolejki linowej Sassolungo.

Dojście do ferraty. Punktem wyjścia dla tej trasy jest schronisko Vicenza. Najłatwiej do niego dotrzeć ze stojącego na przełęczy Forcella Sassolungo schroniska Toniego Demetza (2681 m), do którego dojeżdżamy w około 15 minut dwuosobowymi gondolkami kolejki linowej. Możemy też podejść pieszo w około 1,5 godziny, w takim wypadku czeka jednak na nas stroma i męcząca zygzakowata ścieżka, biegnąca wzdłuż piargu schodzącego z przełęczy Sassolungo. Z tego miejsca idziemy w dół łatwą ścieżką wzdłuż fantastycznych ścian Vallone del Sassolungo, z obłędnym widokiem na zielone łąki Alpe di Siusi. Wąwozem wciśniętym między Sassolungo a szczyt Dantersass schodzimy do schroniska Vicenza (2253 m), zbudowanego już w 1894 roku. Omijamy z lewej strony Cima Dantersass, zostawiając schronisko po prawej, i ruszamy w kierunku południowo-wschodnim, mozolnie pokonując kilkaset metrów deniwelacji terenu.

Rifugio Vicenza 2256 m. Idealne miejsce na odpoczynek i śniadanie
Po osunięciu się w 2009 roku 35-metrowej wieży, trasę ferraty przesunięto i wyposażono w kilka sztucznych pomocy na trasie. Wydają się one niezbędne, ale trochę łamią saksońskiego (minimalistycznego w podejściu do ubezpieczeń) ducha trasy

Wchodzimy w zupełnie inny świat. Powoli zanurzamy się we wnętrzu potężnego kotła Conca del Sassopiatto, otoczonego łukiem przez potężny mur skalny zbudowany ze ścian Cima Dantersass, Torre Innerkofler, Dente del Sassolungo i Sassopiatto. To magiczne miejsce! Początkowo idziemy wzdłuż wschodniej ściany cyrku skalnego, po czym skręcamy w prawo, trawersując kocioł w kierunku widocznego po drugiej stronie piarżyska – u jego podnóża zaczyna się ferrata Oskara Schustera (ok. 2560 m). Kiedyś leżał tu stale płat śniegu, będący drogowskazem, lecz dziś latem o śnieg w tym miejscu coraz trudniej. Choć po śnieżnej zimie, jak w roku 2021, na początku lata śnieg w tym miejscu jest murowany i lepiej być na niego przygotowanym. Dodajmy, że latem, w pełnym słońcu, to podejście jest bardzo męczące.

Pionowy odcinek wspinaczki tuż pod jedyną drabiną na trasie ferraty

Ferrata. Trasę oznaczono czerwonymi kropkami namalowanymi farbą na skale. Trzeba ich pilnować, ponieważ nieliczne ubezpieczone odcinki porozdzielane są swobodnymi przejściami. Zaczynamy krótkim odcinkiem ubezpieczenia na pochyłej skale, który kończy się szybko, po kilkunastu metrach. Dalej idziemy po skale; z lewej ponownie znajdujemy krótki odcinek kabla i wchodzimy do kolejnej rynny z licznymi łatwymi stopniami. Dochodzimy do małej skałki, gdzie oprócz liny znajdują się dwa metalowe wsporniki, potem trawers w prawo i dalej w górę. Na tym odcinku jest dużo gruzu skalnego. Szybko docieramy do małego siodła, także pełnego kamieni. Przed nami górny, trudniejszy odcinek. Kiedyś w tym miejscu trasa prowadziła bardziej z prawej strony, jednak po oberwaniu się skał w 2009 roku ferratę przesunięto w jej obecne miejsce15. Również w górnej części nie ma większych trudności technicznych, jest za to dużo więcej pomocy, szczególnie na początku – zaraz za siodłem napotykamy na kilka klamer i drabinę na pionowym odcinku trasy. Po pokonaniu kilku tarasów docieramy do charakterystycznego miejsca z figurką Madonny; za nią kończy się ubezpieczenie.

Figurka Madonny schowana w małej niszy na trasie ferraty Oskara Schustera

Podejście na szczyt wiedzie początkowo w lewo, wzdłuż południowo-wschodniej ściany Sassopiatto w kierunku południowo-wschodnim, półką, którą docieramy do wejścia do długiego wąwozu. Aby się tu nie zgubić, trzeba uważać na znaki na skale. Ostrożnie! Na tym odcinku ponownie nie ma ubezpieczenia, jest za to mnóstwo gruzu pod nogami. Na szczęście trasa prowadzi z boku, gdzie skała jest solidniejsza. Z wąwozu wychodzimy kilka metrów poniżej szczytu Mezzo del Sassopiatto (2955 m), oznaczonego metalowym krzyżem. Ale to nie szczyt główny: Cime SE (2964 m), czyli Cima Principale (jak ładnie po włosku mówi się na szczyt główny – Sassopiatto), leży około 20 minut drogi w kierunku południowo-wschodnim. Warto przejść granią na północny zachód, bo po 10 minutach dotrzemy do panoramicznego Cima NO (2938 m).

Na szczycie zawsze jest tłoczno. Bardzo wiele osób zdobywa go łatwym podejściem pod strony Rifugio Sassopiatto

Zejście. Ze szczytu schodzimy w kierunku zachodnim rozległym kamiennym zboczem. Podążamy nim do trawiastego pasa prowadzącego do szerokiego siodła Giogo di Fassa ze schroniskiem Sassopiatto (2300 m). Na tym odcinku trasę w wielu miejscach oznaczono kamiennymi piramidkami. Dalej ruszamy szlakiem 557, ścieżką Federico Augusto, która to pnie się w górę, to opada, i prowadzi do schroniska Sandro Pertini (2300 m) oraz schroniska Federico Augusto (Rifugio Friedrich August, 2298 m). Mijając kolejne schroniska, prawie cały czas widzimy przed sobą mały szczyt z wysokimi antenami – Col Rodella (2484 m); na jego południowej ścianie poprowadzono krótką, ale ciekawą ferratę o tej samej nazwie. Za schroniskiem Federico Augusto dochodzimy do przełęczy Rodella – za nią odbijamy w lewo, w kierunku widocznego już miejsca startu.

Falujące zielone łąki u podnóża Sassopiatto prowadzą w stronę szczytu Col Rodella. Na jego południowej ścianie poprowadzono krótką ale bardzo ciekawą ferratę z łatwym dojazdem (wyciągiem) od strony Val di Fassa

A więc: czy Via ferrata Oskar Schuster to najpiękniejsza ferrata Dolomitów?

Na pewno jedna z najstarszych. Na pewno pełno jest związanych z nią opowieści, historii i ciekawostek. Dobre emocje towarzyszą tu od samego początku, już wjazd małymi gondolkami na przełęcz to ekscytujące przeżycie. Trasa prowadzi ciekawą i wymagającą, choć nietrudną drogą na szczyt z niesamowitą panoramą. Po drodze niemal błądzimy, zagubieni i przytłoczeni potężnymi, kilkusetmetrowymi ścianami masywu. Na podejściu i powrocie aż roi się od schronisk ze znakomitą kuchnią. Czego można więcej oczekiwać? Niczego tu nie brakuje. Czy to czyni tę ferratę najpiękniejszą? Sprawdźcie sami!
A gdyby było Wam tego mało, to jesienią zeszłego roku po skałach u podnóża Cinque Dita na przełęcz Sassolungo (n. Langkofelscharte) poprowadzono piękną nową trasę – Via ferratę Forcella del Sassolungo16 (opis w BAZIE FERRAT wkrótce). W ten sposób wycieczka wokół Sassopiatto stała się kompletna. Jeśli tam będziecie, nie wahajcie się nawet przez chwilę. To jedna z naszych ulubionych tras w Dolomitach?

Mroczne północnozachodnie ściany turni kotła Conca della Sassopiatto, za nimi w tle biel lodowca Marmolada. Spacer obok tych strzelistych wież Gruppo del Sassolungo nie ma sobie równych w Dolomitach. Być może tylko Gruppo di Cadini jest równie dzika i piękna

Chcecie o coś zapytać? Coś dodać, uzupełnić? Pytajcie, piszcie, komentujcie….

Do zobaczenia na szlaku!

Dodaj komentarz